Czy to był szczęśliwy dzień? Och, oczywiście. Bo każdy kto czekał 3 lata na koncert swojego idola chce usłyszeć, że jego rodzice nie mają pieniędzy nawet na najtańszy bilet.
Tak, dzisiaj ogłoszono koncert Justin'a Bieber'a w Polsce. Ale ja na niego nie idę. Niestety nie. No cóż, z zewnątrz staram się być twarda, ale jak to usłyszałam, to moje serce rozpadło się na milion kawałeczków. Oczywiście, to mogło spotkać tylko mnie. Tyle lat walczyłam z hejterami, ludźmi z mojej kalsy/szkoły, po to, by usłyszeć, że nie pójdę na ten koncert. Tak, dobrze usłyszeliście: pójdę. Mieszkam w Łodzi... Ale no cóż... Jeśli mam być szczera, to moje życie legło w gruzach, dosłownie legło w gruzach.
-miesiąc później-
Och, jak sobie radzę, pytasz? No więc... Bardzo źle. Pewnie oczekiwaliście odpowiedzi, że dobrze, ale nie. Jestem strasznie uczuciową osobą, i nie, nie jest dobrze. Codziennie chodzę do 22:00 po placu przed areną, gdzie ma być koncert, ze słuchawkami w uszach. I myślę. O wszystkim. O tym, że za 5 dni odbędzie się TEN koncert, że Justin jest wspaniały, bo dba o swoich Beliebers. Mam najcudowniejszego idola na świecie. Nie rozumiem, dlaczego niektórzy go nienawidzą. przecież on jest chodzącym ideałem. Znudzona popatrzyłam na zegarek *21:36* pomyślałam i ruszyłam w stronę domu. Wykonałam rutynę i zasnęłam.
-dzień koncertu-
Co robię w dzień koncertu? Siedzę w pokoju i ryczę. Tak, niestety tak. Za chwilę koncert się skończy, a ja będę mogła spokojnie pójść na spacer. To już rutyna.
-Mamo! Wychodzę- krzyknęłam do mamy.
-dobrze córciu. I przepraszam- powiedziała do mnie smutno.
-nic się nie stało- odpowiedziałam i wyszłam.
Od razu spotkało mnie zimne i rześkie powietrze. Szłam ze słuchawkami w uszach, nie przejmując się niczym, jedynie wsłuchując się w rytmiczne "As Long As You Love Me". Oczywiście, nie patrzyłam, gdzie idę... Bo po co?
Nagle zderzyłam się z kimś, przez co słuchawki wypadły mi z uszu.
-Przepraszam- mruknęłam pośpiesznie.
-Dlaczego się z tym kryjesz? Dlaczego to robisz?- usłyszałam głos, niski, lekko zachrypnięty, bardzo dobrze mi znany głos, a ręka tej osoby wskazała na rany na moim lewym nadgarstku.
*Zwariowałam* pomyślałam.
-Bo jestem słaba- powiedziałam cicho.
-Ale wierzysz we mnie- powiedział chłopak wskazując na fioletową wstążeczkę na moim prawym nadgarstku.
-Co?
_____________________________________________________________________________________
sorry, że tak przeskakuję, ale tak jest łatwiej, niż opisywać każdy dzień.
niedziela, 27 października 2013
Prolog
Kolejny dzień w szarej rzeczywistości... Kolejny dzień w moim bezwartościowym, nic nie znaczącym życiu. Czego chcieć więcej? Upsss, nie przedstawiłam się. Jestem Caitlin Hope Jones, mam 16 lat i jestem Belieber. No i na tym się zatrzymajmy. Tak, możesz mnie wyśmiać, ale ja podziwiam tego człowieka. Możesz przeczytać moją historię, ale nie musisz. Więc, na czym skończyłam? Ach tak... Uwielbiam, ubóstwiam, kocham Justin'a Drew Bieber'a. Pewnie myślisz teraz: nigdy go nie spotkasz. A ja ci powiem jedno: Ja go kiedyś spotkam i wtedy wy się wszyscy zesracie! Myślisz, że jestem bezczelna? Hym... Masz rację, ale szczerze, to nie obchodzi mnie to. Jestem Belieber, od bardzo dawna. Spełniłam moje marzenie. Nie tylko go spotkałam... Jeśli dotarłeś aż tutaj, to być może zainteresowałeś się losem takiej dziewczyny, jak ja. Może cię zainteresowałam, może nie. A więc ta interesująca część mojej historii zaczęła się jakoś... No nie wiem... Mniej więcej 20 lutego 2013 r. ...
Subskrybuj:
Posty (Atom)